Kontrola czasu pracy formalnością dla kogo
Znajomi i krewni pracujący za granicą czasem opowiadają jakieś swoje spostrzeżenia dotyczące pracy Polaków i innych obcokrajowców. Polacy uchodzą za granicą za bardzo sumiennych pracowników, w ich wypadku kontrola czasu pracy nie musi być bardzo rygorystyczna, bo sami dobrze wiedzą jakiej pracy się podjęli, na jaki czas i za ile i sami potrafią się z tego dobrze wywiązywać. Częstokroć potrafią zrobić nawet więcej niż potrzeba. Jeśli nie skończą czegoś na czas to na stanowisku pracy siedzą ciut dłużej, bo rozumieją istotę sprawy. Nie znaczy to, że lubią być wykorzystywani, po prostu swoją solidnością potrafią sobie wyrobić określoną markę, żeby potem móc pracować z satysfakcją i nie być nadmiernie kontrolowanym. Wtedy kontrola czasu pracy jest zwykłą formalnością (mobilizującą do sumiennej pracy) a nie rygorystycznym wymogiem (dołującym, przysparzającym stresów, zahaczającym o nerwicę serca). Jaki by tu dać przykład. Aha, już sobie przypomniałam. Taki na przykład Albańczyk (pracujący w jakiejś niewielkiej angielskiej restauracji) na koniec swojej zmiany myje podłogę, umył ją do połowy a właśnie wybija jego godzina opuszczenia stanowiska pracy, więc co robi? Nie kończy zaczętego zmywania, porzuca w tym miejscu narzędzia pracy i wychodzi do domu jak gdyby nigdy nic. A co zrobi Polak? Wykona swoją pracę i jeszcze dokończy za kolegę fajtłapę.
